RECENZJA: Kuba Knap "Knurion"

Kumam, że termin 'knurion' dla Kuby i jego ziomali ma jakiś szerszy kontekst, bynajmniej nie związany w linii prostej z dorosłym osobnikiem męskim świni domowej. Ale kompletnie nie rozumiem jak w czasoprzestrzeni, w której trzy czwarte społeczeństwa ocenia książki po okładkach, a światopogląd buduje czytając nagłówki wątpliwej jakości publikacji można nadać tak infantylny tytuł tak dojrzałej, dopracowanej i niebanalnej płycie jak rzeczony "Knurion". To album, który uzmysłowił mi jak bardzo myliłem się w ocenie Knapa umiejscawiając go jakiś czas temu w mocnej... ale jednak trzeciej lidze rodzimych raperów. Sięgając pamięcią wstecz nawet w ramach któregoś z tekstów na RBB zdarzyło mi niepochlebnie, acz kulturlanie oceniać jego działalność sceniczną. Dlatego sążniście uderzam się w pierś, by za chwilę posypać głowę popiołem i z czystym sercem podejść do tej recenzji. Przytyk odnośnie tytułu to tylko przytyk bo teraz będę tylko chwalił, chwalił, chwalił...




Funk, kunszt i treść to trzy słowa fundamenty, które w najkrótszy możliwy sposób charakteryzują to LP. Funk ponieważ Kuba czuje ten styl jak nikt w tym kraju, kunszt bo to rzecz dopracowana jak repertuar Rafała Blechacza na XV Konkurs Chopinowski. A treść? Oczywiście, "Knurion" to lekki w brzmieniu funk ze sztywnym polskim przekazem dla dobrych ludzi, jakkolwiek paradoksalnie nie pobrzmiewa ta zbitka. Przykłady znajdziesz w poniższym tekście, a poniżej tracklista i szybki skok do meritum.

01. 71022 dodatkowe klawisze: Miłosz Oleniecki
02. Pa jak sadzę
03. Dobry wariat dodatkowe klawisze: Miłosz Oleniecki dodatkowe wokale: Gruby Józek
04. Brudny mankiet dodatkowe klawisze: Miłosz Oleniecki
05. Knurfredini dodatkowe wokale: Gruby Józek skrecze/cuty: DJ LazyOne, Beezee
06. Mi styka gościnnie: Bleiz sax: Marcin Gańko
07. Robimy siup
08. Knurion gościnnie: Dżejpa
09. Pięknozja (wiem, że nie słodzisz)
10. Samotny tramp gościnnie: Gruby Józek
11. Zimno, kurwa, deszcz śnieg pada skrecze/cuty: DJ Eprom
12. Pieśń starego mistrza
13. Proste życie dodatkowe wokale: Gruby Józek

Pechowo? Trzynaście numerów rozbujanych jak dresiarskie bojówki gimbusów na długiej przerwie i uniwersalnych jak ten film z Van Dammem. Materiał na melanż, do chilloutu, na balet, do auta, z wieczora i z rana też się sprawdza. Nic tak nie bujało od czasów pierwszego albumu 2cztery7, nic tak nie bujało od czasów "Regulate..." Warrena G, naprawdę nic tak nie bujało od baaardzo dawna. "Knurion" to rzecz wybitnie funkowa (z uwzględnieniem wszystkich przymiotów charakterystycznych dla tej stylistyki), której Kuba nadał szerszy kontekst, co stanowi bardzo istotną wartość dodaną tego LP. A w praktyce wygląda to tak, że nawet jeżeli Knapiwo w numerze zatytułowanym "Brudny mankiet" poświęca sporo miejsca "okrąglutkiej pupce pani businesswoman" i hipotetycznym szansom nawiązania nowej damsko-męskiej relacji to wiedz, że dwa tracki dalej usłyszysz manifest antykonsumpcjonistyczny, a chwilę później biblijne czy patriotyczne followup'y. To efekt przemiany rapera powodowanej trzeźwym odbiorem otaczającej rzeczywistości i próbie odpowiedzi na pytanie - o co tu, kurwa tak naprawdę idzie gra?

"Serce mam chłopskie, polskie, dlatego nie lubię lewej napinki
każdego wieczora myśli mi się składają w przepiękne hymny
bogoojczyźniane, bo mam wiarę, że będzie tu dobrze nazajutrz
a czym jest prawdziwy hiphop, skumałem słuchając Te Deum Laudamus"

Warto też dodać, że "Knurion" jest efektem bardzo owocnej współpracy na linii Warszawa - Wrocław (stąd 71022 - podpowiada redakcja), czy jak wolisz raper - producent - gitarzysta, czy jak wolisz Knap - Opiat - Panama. W jednym z wywiadów radiowych Kuba zaznaczył, że album powstawał w prawdziwie oldskulowych warunkach pracy studyjnej na dużej zajawie wyżej wymienionych, w czym można dopatrywać się bezpośredniej przyczyny zacnego kunsztu i smaku, z jakim skrojone zostały tu zwrotki, sample, dęciaki, bębny, riffy i klawisze. Całość brzmi niemal perfekcyjnie, a materiał jako zbiór różnokolorowych brzmień w praktyce pozbawiony jest słabych punków.

Co więcej, najlepiej konsumuje się go w całości, po prostu na raz. Gdzieś między wersami słychać, że kolejność utworów nie została klepnięta na szybkości przed wysyłką płyty do tłoczni, a jest w pełni przemyślanym związkiem przyczynowo-skutkowym wytrawnie dozującym emocje i klimat. To co Panama wyczynia na basie, raz mile łaskocząc ucho we wjeździe do "Knurfrediniego", innym razem zarzucając melancholijne sekwencje w "Pięknozji", czy finalnie kończąc album mocną solówką stanowi dla mnie klasę światową w kontekście gry na tym instrumencie. Natomiast produkcje Opiata to żadne tam zapętlone podkładziki z FruityLoops'a, to profesjonalna inżynieria dźwięku. Skrecze i cuty LazyOne i Eproma to truskawki na torcie, które czynią z tego albumu rzecz rdzennie hiphopową.

"Szarpanina jest dla manekinów frajdą
ja spokoju ducha szukam, no i kurde mam go
takim jestem asem, zawsze chce inaczej
no bo hip hop jest drogą, ale nie jest szlakiem"

Wielokrotnie powtórzona lektura "Knuriona" pozostawiła zastęp wartościowych cytatów w mojej głowie, a także repertuar kilku nowych kroków w choreografii bo płynnie pląsać zdarzyło mi się w jej towarzystwie co najmniej kilka razy. Przy okazji pozwoliła mi częściowo odzyskać wiarę w tą muzyką i scenę rapową, co w obliczu hitów tytułowanych "Trapollo" czy jakoś tak wcale łatwe nie było. I jeżeli zastanawiasz się teraz czy lepiej wydać wolne trzy dyszki na ten album, czy też na nowy film Pana Wojtka to możesz potraktować tą recenzję jako swoisty drogowskaz, założyć słuchawki na uszy i olać kino.




Jestem dzieckiem, które tańczyć chce radośnie bejbo!
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

3 komentarze:

  1. Dla mnie płyta nie jest jakaś rewelacyjna, ale też nie jest zła!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, że nie robi piorunującego wrażenia, jest takim średnim krążkiem

    OdpowiedzUsuń