RECENZJA: Młody Goh "Boom Bap Mind Ya!"

Szukając nowych rzeczy do recenzji i na odsłuch trafiłem na Goha, Młodego Goha. Waćpan ortodoks zetdejot oldskulowiec z serca Małopolski, a metodologia doboru materiału tym razem była bardzo prosta. Tytuł albumu mnie zachęcił bo jeśli w 2018 roku ktoś w tym kraju robi boom bap to ja muszę to sprawdzić. Młodego Goha gdzieś już słyszałem, Stygmat kojarzę, a rapu w opcji oldskulowej chetnię posłucham i tak recenzję teraz czytasz tutaj ty. I wiedz, że surowa ręka grafika odpowiedzialnego za okładkę "Boom Bap Mind Ya!" jest symboliczną zapowiedzią treści jakie znajdziesz na tym LP. Premiera miała miejsce 20 stycznia bieżącego roku, także świeżynka. Zapraszam serdecznie. Boom! Bap! Boom! Boom! Bap!








Mam 33 lata, przez ostatnie dwie dekady rapu słyszałem więcej niż zdołałeś tam uciułać empetrujek na dysku. Ale jeżeli jakikolwiek MC w dobie niuskulowej fali ma zajawkę na boom bap i analogowe brzmienie to na dzień dobry go lubię i bardzo doceniam niekoniunkturalne zacięcie. Teraz wystarczy już tylko tego nie spierdolić... Poniżej trackilista i tekst właściwy.

01. Na pohybel (prod. Le Neewyedz) 01:20
02. Yo! Nara (prod.Napalm) 04:28
03. Klony (prod.Mr Kafer) 02:55
04. A ty co (prod.Kick Back) 02:47
05. Sznyt (prod.Kick Back) 02:52
06. Mad face (prod.Gonzo) 02:53
07. Letarg (prod.15th Floor) 03:25
08. Error_404 (prod. Kick Back, cuty Dj Haloon) 04:00
09. Zgaga (prod.Snares) 02:28
10. Fuck trap (prod.Kick Back) 02:14
11. Counter attack (prod.Truffel) 02:54
12. Coś się aopsuło Nie Było Mnie Słychać... (skit) 00:29
13. Płać lub giń (prod.Terminallyill ) 01:53
14. Sztuka propagandy (prod.Rivers) 04:24

Młody Goh to relatywnie młoda twarz, chociaż analizując jego dyskografię należałoby stwierdzić, że to bardzo doświadczony raper. Imponująca liczba dwudziestu albumów, czy projektów, w których uczestniczył na przestrzeni ostatnich czternastu lat rodzi naturalne pytanie o ich jakość w kontekście tej ilości. Cudowny dzieciak!? To niewątpliwie produktywna ale i charyzmatyczna postać, mocno zaangażowana i zajawiona w rapowy temat. Ad rem. "Boom Bap Mind Ya!" to jako się rzekło pełnokrwiste boom bapowe płyciwo, na którym dominuje szorstki i chropowaty klimat, tak w kontekście formy przekazu jak i samej treści. Jedną z najistotniejszych rzeczy w kwestii rzetelnej oceny tego LP jest dysonans poznawczy różniący pierwszy mało korzystny kontakt z albumem, a sumę pozytywnych ocen, która rosła wprost proporcjonalnie po kolejnych odsłuchach BBMY. Pierwotnie album brzmi jak pieprzony słowotok, który zaczyna pierwszy i kończy czternasty utwór, a brudne, wykrzykiwane wersy zlewają się w całość tworząc momentami kakofonię dźwięków ale... hola, hola. Jak się później okazuje po przebrnięciu kujących ucho chaszczy czeka na nas niemała ilość tęgo pokminionych wersów, kolaż metafor oraz porównań, które w połączeniu z prostym językiem rodzimej ulicy dają efekt co najmniej przyzwoity.

"Znam wielu takich, co potrafią sporo gadać 
a gdy przyjdzie co do czego do tematu nie chcą wracać
słomiany zapał to choroba wielu MC's
mają spore potencjały, lecz mózg Mario Balotelli"

Lirycznie BBMY nie niesie łatwego przekazu, to raczej mocny underground, którego środowiskiem naturalnym częściej będzie piwnica, klatka, blok, aniżeli klub, dyskoteka czy dancing u Pana Zenka. Młody Goh nie porwie milionów tysiący do tańca ale ma szansę zmusić parę pustych głów do refleksji. W praktyce wygląda to tak, że Krakowianin wpierdala się na bity z garnkiem żółci i nachalno-utpoijnym zacięciem do prostowania ludzkich istnień. Z jednej strony trochę to rozumiem bo swego czasu miałem podobny okres w życiu, a z drugiej zawrócenie kijem Wisły jeszcze nikomu się nie udało. Poza tym jak mówi staropolskie przysłowie herbata nie zrobi się słodsza od samego mieszania, jeżeli wiesz o czym teraz piszę. W efekcie na LP dominują szarobure portrety szaroburej rzeczywistości, pełne szaroburych diagnoz społecznych. Jednym słowem jakie życie taki rap więc jeżeli szukasz motywatora w opcji 'wstawaj i walcz' to po prostu nie ten adres. Młody Goh rzuca oceny i osądy, wyrokując właściwie bez mrugnięcia okiem. Dominuję pewność siebie, która bardzo często ociera się o arogancje i zarozumiałość, a to z kolei miejscami bywa irytujące. Gdzieś w gąszczu tej budzącej świadomość doktryny wolnego człowieka przydałby się jeden lżejszy numer dla zrównoważenia smaku i lepszego oglądu całości. Częściowo taką rolę spełniają w większości zupełnie udane refreny poszczególnych tracków. 

"Modne baby, ich faceci propsy dla ich dobrobytu
rozwijanie swego wnętrza dla nich podtarciem odbytu 
perypetie zbiegu zdarzeń czynią swoiste podchody 
wolą wspólnie iść na żywioł biorąc się od dupy strony"

Technicznie Młody Goh to typowa średnia krajowa, nisko osadzony monochromatyczny wokal doskonale koreluje z surowymi boom bapowymi bitami. Niestety raper kilkukrotnie spektakularnie wypierdolił się z bitu, między innymi za sprawą nieudanych przyspieszeń. Dużo jest podbić wokali w końcowych akcentach wersów, co z jeden mani jest typowe dla tego rodzaju formy przekazu, zaś z drugiej wymagałoby dopracowania. Doskonałym uzupełnieniem oldsukowego charakteru produkcji są cuty i skrecze z polskich rap nagrań. Podsumowując tekst muszę szczerze przyznać, że pomimo wyżej opisanych mankamentów podeszło mi to LP w konsekwencji zostawiając pozytywny ślad mimo negatywnego nacechowania wierszy. Dlatego powiedzieć o Gohu, że jest niekomercyjny to jak nic nie powiedzieć. Ziomal płynie pod prąd, dysponuje pokaźnym pierdolnięciem i co istotne pomysłem na siebie, który konsekwentnie wciela w życie przy okazji kolejnych produkcji. I pamiętaj! Nie wyjebuj tego albumu z odtwarzacza po pierwszym odsłuchu bo Goh wypada zdecydowanie korzystniej po bliższym poznaniu.




Bierz co ci dane, nie bij pięścią w ścianę. 
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz