Rapu różne oblicza #4 "Ulica 2.0"

Szufladkowanie muzyki to draństwo poddające w wątpliwość sens rozwoju kultury jako całości. Bez względu czy stoją za tym odbiorcy, przemądrzali recenzenci czy też w sztywnych ramach określonej stylistyki zamykają się sami twórcy. Doskonale widać to w środowisku tzw. rapu ulicznego, do którego przynależność jednoznacznie stygmatyzuje. Złośliwie nazywana „prawilnia” to jedna z dominujących gałęzi polskiej rapgry uzbrojona w liczny i oddany fanbase. Duża różnica pomiędzy ilością, a jakością nagrań to jedna z przyczyn od lat przyklejanych łatek, które często stawiają artystów poza nawiasem wspomnianej kultury. Czy słusznie? Warto pamiętać, że retoryka uliczno-osiedlowa jest integralnym elementem sceny obecnym od samego jej początku. Wszakże „Skandal” lub nagrania rodem z Jeżyc dały impuls do dynamicznego rozwoju nurtu w latach późniejszych. I choć po upływie dwóch dekad pionierzy raczej nie pozostali wierni pierwotnej stylistyce, to doczekali się licznej grupy naśladowców.





DEFINICJA.

Co to jest rap uliczny? Jak zdefiniować to zjawisko, a może już integralną subkulturę rap sceny? I czy w ogóle jest sens to robić w kontekście szufladek, o których pisałem we wstępnie? Pewnie nie ale zmuszony jestem zamknąć symboliczną klamrą pewien obszar muzyczny na potrzeby powyższego tekstu. Może na początku ustalmy kto raperem ulicznym nie jest i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Otóż z całą pewnością nie zaliczymy do tego grona śpiewaków pokroju Norbiego, Kasy i Pana Japy, pseudointelektualistów tworzących muzykę dla studentów, a także niuskulowców w leginsach jeden do jednego kserujących zachodnie wzorce. Choć im akurat wydawać się może zupełnie co innego. Bullshit! Czy oznacza to, że pozostałą część sceny można jednoznacznie mianować tą 'uliczną'? Jasne, że nie ale robi się coraz cieplej.

Idąc dalej... gdybym dzisiaj w wyjątkowych okolicznościach wyciągnął z tłumu przeciętnego rap słuchacza i zapytał o dowolną ksywkę reprezentanta ulicznego stylu to jestem przekonany, że 50% respondentów wskazałoby Bonusa RPK, 30% Waszkę G, zaś pozostałe 20% odpowiedziałoby "Ulica? Blee! Tylko Quebo!". I o ile pierwsza grupa odpowiedziałaby zupełnie poprawnie, acz dość szablonowo, druga nie potraktowała pytania poważnie, to największy paradoks dotyczy co piątego respondenta, który zamknięty w niuskulowej bańce uświadamia wszystkich dookoła, że należy być otwartym na muzykę. Hipokryta. Przejdźmy do meritum. Czy, aby zostać pełnowartościowym raperem z ulicy trzeba nawijać o ulicy, a może na ulicy? A może nie świrując nader rozbujanego wiraszki wystarczy przewijać ludziom prawdę w nieskomplikowany, zrozumiały dla szerszego gremium sposób biorąc poprawkę na fakt, że żyjemy w patologicznym społeczeństwie, któremu wmówiono, że dobrobyt to kwadrat na kredyt? Dlatego zanim pociśniesz mnie, że bredzę jak magister blokers rodem z flimu Latkowskiego to japa krótko chamie bo to ja miałem pierwszy "Skandal" na kasecie.



SYTUACJA.

Jak wygląda dzisiejsza ulica? Wbrew powszechnej opinii - wielowymiarowo, dlatego też daleko posuniętą ignorancją jest zero-jedynkowe utożsamianie reprezentanta tego nurtu z Sebixem w szeleszczącym dresiwie, choć i przedstawicieli tej 'subkultury' znaleźć można w szeregach 'uliczników'. To ta słabsza, bardziej prymitywna strona ulicy będąca synonimem mułu, który słuchacz musi przebrnąć, aby dotrzeć na głębsze wody. Niestety znakomita część odbiorców metaforycznie rozbija głowy o czasownikowe rymy pisane grypserą nie zadając sobie krzty trudu, by poszukać głębiej, pójść szerzej. Na tej podstawie wyrabiają sobie opinie świrując sympatyków rapu, tego bardziej ambitnego. Tymczasem podstawowym kryterium posiadania głowy otwartej na muzykę jest playlista, którą otwiera Bonus RPK, a zamyka Łona i Webber. Paradoksalnie pierwsze nie wyklucza drugiego, a drugie trzeciego - skumaj to w końcu. Wracamy na ulicę...

Ze względu na historię sceny stołecznej i coraz liczniejszą liczbę raperów wiernych tej stylistyce uliczne serce najmocniej bije w Warszawie. To tutaj scena rozwija się najprężniej, choć równolegle nie może poradzić sobie z ogromem lirycznych analfabetów psujących ogólny obraz. Warto dodać jeszcze, że silnymi punktami na ulicznej mapie Polski są bez wątpienia Białystok, Radom, Rzeszów, Częstochowa i ogólniej rzecz ujmując Śląsk. W ostatnich latach street business jest coraz lepiej zorganizowany, tak w kwestii profesjonalnego podejścia do nagrań jak i zaplecza techniczno-wydawniczego. Rozwijając własne marki, których emblematy zdobią ciuchy, kompakty i klatki schodowe ulica jeszcze bardziej zyskała na niezależności w pełnym tego słowa znaczeniu. Jeśli polski rap jako gatunek muzyczny już dawno przestał być jednolity, dzięki czemu stawał się również mniej oczywisty, to w ostatnich latach podobna sytuacja ma miejsce również w tym środowisku. Stereotypowe 'mądrości z osiedlowej ławki' powoli przechodzą do lamusa, a progres tak liryczny jak i muzyczny staję się faktem. Doskonałym przykładami potwierdzającymi tą tezę są nagrania spod szyldu Dixon 37, NON Koneksji, duetu Małach/Rufuz, Polskiej Wersji, klasyków JWP/BC, Pewnej Pozycji czy solowych nagrań Siwersa, Radara, Nizioła, Pluta, Lukasyna czy chociażby Keara.  To jedynie kilka wybranych opcji ponieważ założeniem powyższego tekstu nie jest promocja konkretnych postaci, a całościowa rozkminka dotycząca ulicznych produkcji. Rozumisz?



ANALIZA.

Hermetyczny dotychczas krąg zdaję się miejscami po prostu pękać. Z korzyścią dla wszystkich, bo o ile silne związki ze środowiskiem kibicowskim czy sceną graffiti to dobrze znane wątki to próby łączenia surowej retoryki z artystami reprezentującymi inne muzyczne lądy są pewnego rodzaju novum. Wspólny numer Dawidziora i Maćka Maleńczuka [„To ty powiedz”] lub obecność Pawła Leszoskiego na LP Polskiej Wersji [„Powrót do przeszłości”] są tego następstwem. Tak na marginesie  - pamiętam czasy kiedy damski wokal w refrenie odbierany był jako sprzeniewierzenie wobec obowiązującego kodeksu zachowań, dziś brzmi to śmiesznie, irracjonalnie. I dobrze!  Równie istotny jest coraz silniejszy wątek patriotyczno-społeczny, który co prawda miejscami balansuje na granicy patosu ale w dużej mierze wyręcza nauczycieli i polski system edukacji. Przykłady? Lukasyno, Tadek czy Pewna Pozycja udzielają młodszemu pokoleniu regularnych „korepetycji” z historii współczesnej budząc tym samym świadomość narodową, a to w wielokulturowym świecie wydaję się mieć niemałe znaczenie. „Czaszki z dziurą po kuli pogrzebane bez trumien, w murach lochów wyryte inicjały więźniów sumień, żołnierzy niezłomnych II Rzeczpospolitej, dziś powstańcie do apelu, to mój hołd ze słów i liter” nawija Lukasyno (NON Koneksja), tymczasem Radar WSP idzie mu w sukurs podbijając „moje zobowiązania dotyczą Polski, dziele jej wszystkie radości i troski, wyciągam wnioski z zacnej historii, reformuję rap według własnej normy”.

Reasumując, jakkolwiek trywialnie to zabrzmi, ulica ma przekaz. I choć nadal motywem przewodnim jest misja wdrażania kodeksu ulicznego w życie, to stereotypowe „pozdrowienia” pod adresem służb mundurowych zeszły na drugi plan i są raczej zarezerwowane dla części tego środowiska, która preferuje przekaz prosty do bólu, ten prymitywny. Wyraźny rozwój nastąpił w kwestii produkcji, aranży i mnogości patentów stosowanych przez beatmakerów. Sentymentalne pianinka, rzewne skrzypki czy trzeszczące sample zapętlone po wielokroć stanowią dziś niemal prehistorię. Prym wiedzie m.in. Szczur, Tytuz, Małach czy też Szwed - postacie doceniane również poza hardkorową sceną. To efekt zarówno wzrostu jakości i technicznych możliwości „ulicznych” producentów jak i „otwarcie drzwi” dla postaci spoza hermetycznego dotychczas środowiska. Kafar DIX37 widzi w tej ewolucji plusy i minusy: „Czuć niesamowity progres jeśli chodzi o bity, jakość nagrań i klipy. Choć ja wolę puścić sobie „Zipping” ZIP Składu kręcony kapciem niż niektórych przerysowanych uliczników mających tyle wspólnego z ulicą co ja z hodowlą jedwabników, to dinozaury  - choć nie wszystkie - wypadają raczej słabo. Nawet jeśli poprawili technikę to nie są już „jedynymi wyroczniami” na rejonach. Dzieciaki mają w chuju co robiłeś kiedyś, liczy się tu i teraz, liczy się hajs...trochę to smutne ale niech każdy idzie swoją drogą”.


I jeśli czytając to zaczynasz przecierać oczy ze zdumienia jaka to ulica nie jest wyjątkowa teraz musi nadejść swoista blacha na odmuł. Owszem, ulica ma się dobrze i notuje systematyczny progres. Problem w tym, że dotyczy to zdecydowanej mniejszości artystów. Oczywiście, że nie prowadzę oficjalnych statystyk ale śledzę ten gatunek wystarczająco długo, aby stwierdzić, że ośmiu na dziesięciu „uliczników” to kopie kopii, które płyną na ogranych patentach z uporem maniaka serwując komunały najczystszej maści. Na domiar złego krzywa odzwierciedlająca ilość wykonawców dynamicznie pnie się w górę, natomiast ta dotycząca poziomu nagrań często pozostaje obojętna na coraz liczniejsze grono raperów. „Niestety ilość nie znaczy jakość, teraz praktycznie każdy ma dostęp do studia, lepszego, gorszego ale ma. Kiedyś naprawdę musiałeś mieć coś do powiedzenia i jakieś umiejętności, dziś każdy może coś nagrać, zrobić klip telefonem i wrzucić do sieci. Ciężej przez to wszystko jest znaleźć perełkę w podziemiu ale da się bo jak ktoś ma charyzmę i to „coś” to prędzej czy później zostanie doceniony. Oczywiście nie przez wszystkich ale chciałby być lubiany i słuchany przez wszystkich nie będzie lubiany i słuchany przez nikogo." – kwituje reprezentant składu Dixon 37. Ponadto w dużej mierze jest to efekt mody ukierunkowanej na uliczny styl życia, uliczne ciuchy, uliczne ruchy i Bóg wie co jeszcze. Tymczasem stawianie znaku równości pomiędzy lokalnymi dresiarzami, a raperami tworzącymi tą kulturę jest krzywdzącym nadużyciem. Czy w takim razie upraszczając sytuację raper z ulicy powinien „żyć” na tej ulicy właśnie by być wiarygodny i autentyczny w oczach odbiorców? „Dzisiejszy rap uliczny ma mało wspólnego z dzisiejszą ulicą, wiele składów i raperów podszywa się pod ten nurt. Z powodu tego, że kiedyś nagrali coś takiego, bądź mają kolegów z ulicą związanych. Wiadomo, że nie trzeba zarabiać na ulicy, aby o niej mówić aczkolwiek jak słucham niektórych ludzi, co o niej rymują to ciężka beka” - tak sytuację postrzega Nizioł ($zajka Syndykat). 


O.C.B.

Niestety suma powyższych argumentów negatywnie wpływa na odbiór ulicznych nagrań przez rodzimą rap scenę, która wrzucając wszystko do jednego gara zdaje się cierpieć potem niestrawność, czego efektem jest coraz powszechniejsze marginalizowanie tego nurtu. „Wydaję mi się, że ta dyskryminacja jest na tyle poważna, że trzeba o niej mówić. Po pierwsze dlatego, że nie pchamy się na afisz, a po drugie nasza muzyka ma przekaz. Większość tych innych raperów go nie ma. Bo jeśli można przekazać w swoich tekstach coś co im pomoże później to nie ma prawdziwszego przekazu”. - mówi Nizioł przywołując między innymi utwory Szajki i radomskich ZDR-ów. „W każdym innym kraju ceni się ulicznych raperów z tej racji, że oprócz muzyki, której słucha ogrom ludzi mają szacunek. Tylko w Polsce jest jakaś dziwna tendencja dyskryminacji tego nurtu... więc albo boją się prawdy albo nie reprezentują sobą na tyle mocnych osobowości, by stanąć w konfrontacji z ulicznymi raperami. Bo skoro słyszę jak jeden z drugim mówi o czymś o czym nie ma pojęcia... i nagle stanie naprzeciwko niego małolat, który może nawija gorzej technicznie ale w 80% jest bardziej wiarygodny bo wywodzi się z ulicy, na której zarabia to te raperki wypadną słabo”. - kontynuuje Nizioł. Trudno nie zgodzić się z raperem, wszakże ulica od początku trwa w opozycji do wirtualnego wyścigu o nieistniejący tron i koronę SUPER MC. 



W oczach pseudoambitnej i njuskulowej części sceny ulica traktowana jest często jako niepełnowartościowy twór kierowany do twardogłowych dzieciaków z gimnazjów. Tymczasem sami raperzy nie szczególnie wpisują się w panującą koniunkturę rodem zza oceanu, pozostając wiernymi klasycznej hardcorowej konwencji w opcji „made in Poland”. Taka postawa w dużej mierze odbierana jest jako regres czy deficyt skillsów wspomnianych twórców, a to przecież jedynie kwestia wyboru alternatywnej muzycznej drogi. Ponadto sami twórcy ulicznych nagrań mają pełną świadomość takiego stanu rzeczy, a przez to odpowiedni dystans „dla części młodych słuchających nowych rzeczy moja technika to średniowiecze przecież. Spinają się i ubliżają ale oczywiście tylko w sieci bo tak jak ich idole są zakompleksioną, ciemną masą, która spuszcza się pod wszystko co nowe i dobre technicznie (śmiech). Hip hop nigdy stop!”- podsumowuje Kafar DIX37. 

Nie mniej jednak w całym kraju dostrzec można liczne zastępy ulicznych MC's i producentów działających w coraz bardziej zorganizowanych strukturach. Doskonałym przykładem jest Diil Gang skupiający wokół siebie nie tylko raperów, czy też Ciemna Strefa zrzeszająca wykonawców głównie ze stołecznych rewirów. Albumy wydawane własnym sumptem to dziś chleb powszedni, niektórzy idą dalej decydując się na założenie własnych labeli, by pozostać w pełni niezależnym. „Perspektywa jest taka, że trzeba robić samemu niezależnie wszystko od podstaw. Poczynając od swojego studia, poprzez swoje teledyski, marki ciuchów i na własnym wydawnictwie kończąc. Wtedy od stóp do głów będziemy niezależni, co pozwoli nam na stworzenie w 100% obrazu własnej twórczości. Wiadomo, że jak będziemy u kogoś nagrywać to nie wpłynie na naszą muzykę ale chcę przez to wyrazić, że człowiek niezależny od nikogo może stworzyć coś co będzie w stanie konkurować z tymi niby mainstreamowymi produkcjami. Założę się, że gdyby te większe wytwórnie skierowały swoje zainteresowanie w stronę najbardziej słuchanych składów ulicznych, i nie mówię tu o starych wyjadaczach, którzy z tą ulicą mają tyle wspólnego co nic to byłby konkurencyjne dla tych niby raperów z dupy wziętych. Uliczny rap jest słuchany i jakaś zjebana moda ze Stanów tego nie zmieni” - mówi reprezentant Szajki. 

Pointując ulica jest taka jaką chcesz ją widzieć. Jeżeli szukasz treści wartościowych to bez problemu je znajdziesz. Z kolei jeżeli Twoim celem jest prześmiewanie reprezentantów tego stylu to jeszcze łatwiej Ci to pójdzie bo wielu z nich podkłada się zupełnie nieświadomie. Jaki jest mój stosunek? Po pierwsze szacunek ze względu na stare czasy z przełomu wieków, po drugie słowo klucz - selekcja. Pamiętaj, że na siedem ulicznych albumów trafisz jeden dobry. I mimo, że bywa to irytujące to ta zdolniejsza mniejszość scaliła mnie trwale z tym stylem. Warto szukać, warto myśleć.


Wszystko co mamy to te ulice szare...
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz