RECENZJA: AprAxjA "Części wspólne"

Dzień dobry, cześć. Hipsterka w rapgrze to pisanie recenzji albumów, których nikt nie słucha i słuchanie płyt, o których nikt nie napisze. Czy dotyczy to "Części wspólnych"? - zapytasz. Mam nadzieję, że nie ale ryzyko, że ten materiał przejdzie bez echa w natłoku panującym na scenie jest stosunkowo wysokie. Dlatego cytując klasyka "powiedz na osiedlu, że wyszła nowa płyta, po prostu dobra płyta na dobrych kurwa bitach!". I nie chodzi tutaj przecież o zdobywanie szczytów na Olisie i zastępów groupies, choć ziomale pewnie by się nie obrazili. Sednem sprawy jest udostępnienie najprostszej formy komunikacji pomiędzy MC, a membraną Twojego audio - to moja rola. Napisałem recenzję, przeczytasz?






Pstryk play, poszło, odpalam "Części wspólne". Pokój powoli wypełniają cieple jazzowo-funkowe brzmienia budzące głównie pozytywne emocje. A świat, który na co dzień ma dla nas więcej kopów w dupsko, aniżeli klepnięć po plecach dyskretnie zaczyna się do mnie uśmiechać. WTF!? Ja, bierny obserwator tych zjawisk wkurwiony zmęczeniem po ciężkim dniu, zaczynam być zmęczony tym wkurwieniem i... odpuszczam. Chill. Nie, nic nie paliłem, to AprAxjA synku. Może abstrakcja? Nic innego jak dowód na to, że można rap grać inaczej, bez niechybnego spięcia dupy jak u sekiuritasów na wejściu do marketu budowlanego. Bez parcia na wyświetlenia, kliknięcia i inne wirtualne waluty. To po prostu nie ten target, czaisz? Teraz tracklista i lecimy dalej.

01. Intro
02. Tysiące fragmentów
03. Kurz i kontuzje
04. Oś
05. Chodź ze mną
06. Nie czekajcie na mnie
07. Wracam
08. Poza kadrem
09. Outro

Dobra, bez niepotrzebnej bajadery. Czy i jak to jest w ogóle możliwe, że dziewięć tracków, z czego dwa to intro/outro plus instrumental, pod który wielokrotnie fristajlowałem jadąc autem czynią cuda opisane w drugim akapicie? To stosunkowo proste. Otóż sentymentalne przewijki dotyczące wspomnień z czasów młodości ubrane w klimatyczne bity i klasyczne tempa budzą zazwyczaj pozytywne emocje i miłe skojarzenia. To treści na tyle charakterystyczne i mimo upływu lat ciągle żywe, że parafrazując Erosa "kiedy nawijają przed oczami mam obrazy". Nawet jeżeli Twój stary był rodzicem typu mebel, a matula całe dnie spędzała na egzystencjalnej ogarce gospodarstwa domowego to w latach '90 nasze podwórka prawdopodobnie wyglądały bardzo podobnie.

"A to dobre, jak kompot z dzikich mirabelek
petardy w skrzynki na listy i chodu przed siebie
łapanie żab brat, wędzone ciuchy
po tych dniach jak ogniska dym łaskotał dach"

I jeśli jakimś cudem niespodziewany bodziec zewnętrzny wyrwie Cię ze świata małoletnich osiedlowych akcji do smutnej rzeczywistości dnia dzisiejszego pełnej gównoburz i kiepskich seriali to zachowaj spokój i... słuchaj dalej. Kolejne numery są synonimem biletu umożliwiającego podróż po rozrzuconych zakątkach naszego globu. Belfast, Andaluzja, Port Moresby i Ciechocinek. Zamknij oczy i wczuj się w niezwykłe smaki, barwy i dźwięki, które są na wyciągnięcie ręki. Wszystko podane ze smakiem i gustem, zwyczajnie niezwyczajnie na zajawie. Bądź co bądź wartościowa ściągawka dla wszystkich planujących tegoroczny wypoczynek.

"Ja łapię wiatr gdzieś na Moście Małgorzaty
i jem leczo doprawione matką chrzestną papryk
chodź zobaczymy jaki widok z tego wzgórza Gellert ma
przysięgam, że gdy zbłądzisz w lochach ja za Tobą będę stał"

Nawet jak jesteś zdeklarowany maruder-domator i na samą o wyjeździe na komunię chrześniaka do wioski obok masz konwulsje, AprAxy (!?) robią szach-mat serwując letniak klasyczny jak szalony fristajl i zimny browar w upalny dzień. Treść lekka łatwa i przyjemna? Bezsprzecznie, wynika to bezpośrednio z przyjętej formy utworu. Lirycznie album streścić można w kilku hasłach, takich jak: dzieciństwo, pasja, podróże i hip hop. Klasyczne brzmienie i jazzowe inspiracje doskonale korelują z zawartością merytoryczną "Części wspólnych". I o ile technicznie fajerwerków nie ma, po prostu nie O.T.B. to MC wprawnie operuje metaforą kręcąc bajer na bitach, jednocześnie zdarza mu się w ciekawy sposób akcentować poszczególne słowa. Niestety ostatecznie chyba nie udało mi się rozwiać wątpliwości dotyczących przyjęcia tego projektu. Pointując AprAxjA to rap niekrzykliwy i co istotne w brzmieniu niedzisiejszy przez co może przepaść w tłumie bezpłciowych nowotworów scenicznych. Szczerze? Bardzo chciałbym się mylić. Powodzenia Panowie!




Nie byłem nigdy w Ciechocinku, a szkoda!
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz