RECENZJA: Matis i DJ Lem "Getto umysłu"

Siemasz! Zupełnie bez znaczenia jest fakt, że "Getto umysłu" miało premierę w zeszłym roku. Praktyka na RBB jest taka, że jeżeli wygrzebie jakiś kozacki album nawet z obrośniętych gęstym kurzem lat dziewięćdziesiątych, którego dotychczas nie słyszałem (mało prawdopodobne) to również sieknę recenzję. A co! Kiedyś już o tym pisałem, także bez dubli. Matis to original rudeboy ze Świętego Miasta, reprezentant CentrumStrony, z którą wygrał pierwszą edycję ŻywegoRapu. Mocny zajawkowicz, MC i producent w jednej osobie wspierany przez DJ Lema puszcza w eter boombap rodem z lat dziewięćdziesiątych, który buja jak siemasz. Zapachniało stara szkołą? I słusznie! Sprawdzaj...






Matis to tego typu typ, u którego zajawa kipi opór, czytaj pasjonat. Nie jakiś przypadkowy chłopaczyna, który w poniedziałek rano wpadł na pomysł, że będzie nawijał, a we wtorek wieczorem wrzucał pierwsze numery na Tuba. O nie, nie. Ziomek czerpie z hiphopowej kultury garściami i daje od siebie jeszcze więcej, a przede wszystkim... szanuje korzenie. Zaangażowanie z jakim nawija i opowiada o tym co robi jest doprawdy imponujące. I jeżeli na scenie mamy już "Ludzi-Sztosów" to bez wątpienia Matisa nazwać można "Człowiekiem-Zajawką". Od lat jestem na oriencie co to takich person, dlatego też bez ciśnienia sprawdzam nowe rzeczy ponieważ nawet jeśli początkowo coś przegapię to prędzej czy później na siebie trafimy - tak jak teraz. Dobra, bez zbędnej bajadery wjeżdża tracklista.

01. M.A.T.I.S.
02. DJ
03. K.L.U.B. feat. Sensi
04. I miss you
05. Dobry zwyczaj feat. Wojtas, Junior Stress
06. Getto umysłu
07. Daj spokój feat. Tytson
08. Wiele lepiej feat. Sensi
09. Naj
10. Beooem Beape feat. Sarius
11. Jeśli myślisz
12. Moneyboy feat. Dee
13. Obiecanki feat. Tulym Crew, Złoty
14. Walka feat. Sensi
15. M.A.T.I.S (DJ Eprom remix)
16. R.I.P.

Bezdyskusyjnie trudno o bardziej kompatybilny zestaw jak MC-producent w jednej osobie i DJ, który jak mało kto czuje klimat Złotej Ery. "Getto umysłu" to od dechy do dechy pełnokrwisty boombapowy materiał, całkowicie 'niedzisiejszy' zarówno w swojej formie i treści ale... nie archaiczny. To akurat uważam za jego największy pozytyw. W konsekwencji echo niesie się po blokach, a mocno braggowe punche przeplata sentymentalny i refleksyjny podmuch przypominający zapach powietrza po letnich deszczach w czasach, których największym zmartwieniem była chęć posiadania sprawnego BMX-a. Produkcje bujają jak największe hity Zenka Martniuka z tą różnicą, ze tutaj Mateusz serwuje mocny przekaz w odróżnieniu do ballad o blondwłosej Marioli i nie truj mi dupy, że to jakiś hejt. Sprawdź lepiej Akcent, Menciu. Całości elegancko dopełnia zdarty wokal i energia, z którą Matis nawija. Słychać serce na bitach i ten poziom autentyzmu, który sprawia, że mimo mocnego osłuchania się z materiałem bardzo często do niego wracam. Bez kitu.

Merytorycznie "Getto umysłu" w znacznej części stanowi opowieści niemal żywcem wyjęte z lokalnych blokowisk, gdzie niedobór hajsu bardzo często oznacza kłopoty, a stare przyjaźnie to dawno przebrzmiała bajka - parafrazując klasyka. Niemniej jednak głównym przesłaniem albumu wydaję się być refleksja dotycząca dzisiejszego społeczeństwa, które poddawane systematycznemu i co gorsza skutecznemu praniu mózgu zostało mocno ograniczone w działaniu i postrzeganiu rzeczywistości. Czytaj zamknięte w gettach umysłów. Odwołując się bezpośrednio do tytułu albumu "ludzie w głowie mają getta umysłowe, dlatego siedzą w miejscu ciągle to nie progres". W efekcie suma trafnych spostrzeżeń autora stanowi istotną wartość dodaną do bujających bitów i ciętych skreczy, co z kolei nie musi oznaczać taniego moralizatorstwa. Wszakże "nie będę mentorem co będzie uczył jak przeżyć, bo wiem, że przyjdzie czas, że sam padnę na plecy". Bez kitu.

Apropos wartości dodanej to lista gości wspierających Matisa jest zupełnie nieprzypadkowa. Wszyscy w klimacie, bez znaczenia czy to ziomale z częstochowskich rewirów w osobach Złotego i Sariusa, czy też Wojtas z WYP3 - bezdyskusyjna legenda starej szkoły, aż po Sensiego, który z dumą dzierży rodzimy boombapowy sztandar. O Juniorze Stressie nie wspominając, bez znaczenia czy to Jamajka czy też Nowy Jork - dożywotni props leci do Lublina. Wszyscy na poziomie, bez spiny ale z pierdolnięciem. Czego chcieć więcej? I kiedy analizując po raz wtóry ten materiał szukałem jakichś minusów, wad czy też inne defektów... mam problem. W takich sytuacjach zwyczajowo lub z braku laku można przypieprzyć się do okładki. Nic z tego, surowo wydany digipack z ciekawą podwójną perspektywą na froncie jest najzwyczajniej w świecie w porządku. Bez kitu.

Jest boombap, jest skocznie. Jest dobrze? Jest dobrze. Muzyka do furki? Jak najbardziej. Na melanż? Oczywiście. Chilloucik? W tym chaosie też się znajdzie. Rozjebane? A jak! Gdzie na tym tle są niuskulowi chłopcy w rajtuzach? Ty przecież wiesz. Szczerze polecam ten album. Szczególnie teraz kiedy na scenie pojawia się coraz więcej inspiracji zaczerpniętych wprost z popkultury, a wokół czuć zapach topiącego się plastiku spływającego po równi pochyłej chuj wie dokąd. Bez kitu.




Pamiętaj o korzeniach bo korzenie trzeba mieć. 
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz