RECENZJA: Flaszki i Szlugi "Nareszcie"

5! Długo myślałem nad tym jaką formę nadać recenzji poświęconej tak oryginalnej rzeczy jak "Nareszcie" FiS. Nie chciałem robić tego tak po prostu, zwyczajnie. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że mógłbym tutaj uskuteczniać dowolnej maści bełkot, mianując go tekstem dla ambitnych z pozorowanym drugim dnem oraz ukrytymi pseudometaforami. Czytając to, nie zrozumielibyście ani słowa ale paradoksalnie to ja zasiadłbym na przysłowiowym piedestale jako ą, ę "niezależny twórca". Skłamałbym gdybym napisał, że początkowo testując ten materiał nie miałem podobnych odczuć. W rezultacie myślę, że udało mi się dokopać do sedna sprawy po drodze otwierając kilka zamków. Fakt, niektóre z nich... wytrychem. 






"Flaszki i Szlugi oldskul w nowym stylu, mamy to czego pragnie wielu podziemnych skurwysynów" - to się okażę jeszcze. Cieszy fakt, że "Nareszcie" to podobnie jak debiut FiS materiał zwięzły i treściwy. Podzielam bowiem zdanie autorów, że dziesięć tracków stanowi optymalną ilość, tak dla twórcy jak i słuchacza, także zdroworozsądkowy minimalizm zawsze w cenie. Na liście gości tłoku również nie widzę, bo w kolejce do mikrofonu ustawili się jedynie Had Hades i... Rosalie - jak czytam na jednym z portali miejskich "świeży głos nowoczesnego R&B z Poznania" - się okaże jeszcze. Tracklista.

01. Musi się dać
02. Gin i tonic
03. 24h
04. Nie chłam feat. Hades
05. Hunter Thompson
06. Za ciasne
07. Armia
08. Wiedzą więcej
09. Życzenie śmierci
10. Życie zajebiste feat. Rosalie

Jaka jest skala progresu w porównaniu do "Chyba na pewno", czy w ogóle odnotowano progres, a może regres? Czy "Nareszcie" jest równie 'wykręconą' kompilacją brzmień i treści jak poprzedni album? Jeżeli nurtują Cię powyższe pytania to wrzuć sobie odsłuch albumu na YouTube bo tutaj dostaniesz jedynie opór subiektywny obraz tego co dzieję się na płycie przez te kilkadziesiąt minut. Masz szansę dowiedzieć się jedynie, że Król Świata wbija się nabity na bity niczym rozhisteryzowany sześciolatek do piaskownicy swobodnie rozjebując wszędzie swoje zabawki przy akompaniamencie brata. Ba! Bity! Bity to sobie możesz klepać na FruityLoopsie w domu, to są niekonwencjonalne przeloty Jordaha, trudno znaleźć mi trafniejsze określenie. Ale zanim dojdę do wniosku, że zbyt poważnie potraktowałem słowa rozpoczynające ten tekst przejdę do meritum celem uniknięcia trafnych porównań do bełkotania. 

Katując album wte i nazad zupełnie naturalnie wykrystalizował mi się pewien podział dotyczący poszczególnych utworów. Znalazłem tutaj przekozackie sztosy, przy których z trudem powstrzymywałem się przed solidnym przykurwieniem stereo na maksymalny wolumen. Opozycję do wyżej wymienionych stanowią numery bardziej refleksyjne, nad którymi przez dłuższy moment należy kontemplować, zadumać chociaż. Nawet nie dlatego, że treści niosą jakiś ponadczasowy i uniwersalny przekaz made by Dalajlama. Ja po prostu lubię wiedzieć o czym oni do ciężkiej cholery nawijają. Wiedzieć, widzieć, nie tylko patrzeć. Tymczasem pierwsze kilka odtworzeń skutecznie powodowało mętlik w bańce. Ostania grupę stanowią tracki, które pomimo wielokrotnych prób 'ugryzienia'... zwyczajnie mi nie podeszły. Takie realia rapu alternatywnego.

Co dobrego? Na pierwszej linii frontu nomen omen "Armia", gdzie bracia ramię w ramię (nie)stanęli do apelu. Odbieram to jako krótką, acz rzeczową wykładnię stylu i ideologii Flaszek. To bardzo dobry i piekielnie mocny numer, w którym nad głowami raperów świszczą laserowe pociski niczym na pieprzonym polu bitwy, a duet finalnie czyni totalny rozpierdol. Ale jakby kto pytał... to tylko partyzantka, Batalion Suchowola. Dodam jeszcze, że wjazd Jordaha na bit to level przemistrz, niczym Joka w 1999, także sprawdzaj! W podobnym tonie sprzeciwu utrzymany jest numer "Nie chłam" (z gościnnym udziałem Hadesa), będący drugim filarem, na którym w moim odczuciu stoi ponadprzeciętność i zajebistość tego albumu. Track tak świeży, że nawet nieco przyrdzewiały ostatnimi czasy reprezentant HiFi Bandy dał byczą szesnastkę. Heh. Koniec końców korci mnie, aby w tym punkcie pożonglować cytatami i rozebrać ten utwór na części pierwsze ale... mając nadzieje, że poza abstrakcyjnym, bujającym bitem dostrzeżesz tam również głębszą treść nie chcę psuć Ci zabawy. Serio.

"Nareszcie" zdecydowanie najlepiej smakuje w całości, od "Musi się dać", po "Życie zajebiste" powtórzone trzy razy, z repetą na koniec. I mimo, że nie jest to jakiś typowy konceptualny przelot z rozbudowaną fabuła ciągnącą się przez kolejne utwory to, żeby choć częściowo ogarnąć jazdę FiS polecam konsumpcję właśnie w taki sposób. Ponadto cienka jest granica pomiędzy wspomnianym bełkotem, a alternatywnym, momentami podprogowym przekazem. Znajdź to! Król Świata jak każdy monarcha i rządzący określonym przybytkiem arystokrata ma swoje sympatie i antypatię. I jeśli zastanawiałeś się kiedyś co łączy Pana Boga, telewizje i pszeniczny browar? To proste, Król nie daży sympatią wyżej wymienionych. I choć w sprawach światopoglądowym rozmijamy się jak plan budowy polskich autostrad z jego faktyczną realizacją to zupełnie szczerze szanuję zdanie Króla. Dlaczego? Bo nie jest ono ani lewicowe, ani prawicowe, a przede wszystkim nie jest upolitycznione... bo jest autorskie. Czaisz motyw?!










Z techniczno-rzemieślniczego punku widzenia album na dwie strony, dwóch braci. Muzycznie to majstersztyk, dlatego przypuszczam, że trzeba być głuchym, ślepym i niedorozwiniętym troglodytą, żeby uważać inaczej ponieważ jeżeli Jordah utrzyma tą ścieżkę rozwoju to za 5 lat będzie produkował muzykę tam, gdzie nas nie stać jechać na wakacje. Produkcje są na tyle mocne, że momentami całkowicie naturalnie wychodzą na przód, niechybnie kradnąc show Królowi. Dźwiękowy skutecznie łączny pozornie oddalone od siebie muzyczne lądy i co ważne bez grama kakofonii. Tymczasem główny zawiadowca mikrofonu dwoi się i troi, ba! Skutecznie. Właściwie co numer zaskakuje nowym, innym flow i oryginalnymi patentami. Melorecytuję, deklamuję, rapuję, śpiewa, człowiek-rap, rap-człowiek, instytucja. I chociaż przyspieszenia znane były już na pierwszym Grammatiku to takiego asa próżno szukać na rodzimej scenie w roku 2016. I jeśli rap nie ma granic (w co wierzę) to Flaszki i Szlugi dobitnie pokazały, że nie koniecznie musi to oznaczać fuzję z disco polo.

Zamykając metaforyczną klamrą czas, który spędziłem z FiS na odsłuchu z pełną odpowiedzialnością stwierdzić mogę, że podstawowym przesłaniem tego LP jest alternatywna percepcja postrzegania. Czasami na prawdę wystarczy wyłączyć telewizor i wyjść na balkon, żeby być ponad. Wiesz co żebrzący pod kościołem widzi w staruszce idącej na mszę? Pięć złotych, to jest percepcja postrzegania. Czaisz motyw?!




"Wychował mnie wszechświat, a nie telewizja hiperpierdolnięta"
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

6 komentarzy:

  1. Nareszcie... mam okazję zdobyć ten krążek !!! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie.... będę miał "złotą płytę" jak wygram :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie... jakiś konkurs się pojawił :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie ... Brat Jordah mógł w pełni zrealizować swój koncept na jeszcze bardziej minimalistyczne, ale w pełni dopracowane beaty, a brat Brata Jordaha pokazać, że potrafi dobrze nawinąć. Nareszcie wyszło wydawnictwo, które ma niesamowicie niską cenę, a sporą wartość merytoryczną, pod względem muzycznym i w ogólnym ujęciu tego słowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie bardzo dobra i przyjemna recenzja, równie dobrego albumu. Piona!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za udział w zabawie, zwycięzcą jest autor komentarza numer 4 (licząc od góry), czyli ThaMajger. Gratuluje! Ziomuś prześlij mi swoje dane na tazz@rapbiznes.com, abym mógł nadać przesyłkę.

    Wszystkiego dobrego, kupujcie polskie rap płyty.
    Tazz RBB

    OdpowiedzUsuń