RECENZJA: ZETENWUPE "Bejbo"

Siedzę w domu przesłuchałem wszystkie płyty. Wieczór, rzucam lewym okiem na stojak z lekko przykurzoną polską rap klasyką na kompaktach, ukształtowała mnie w kooperacji z moją drugą połową. Prawe oko przycina nieuchronnie zbliżający się deficyt alkoholu w butelce równolegle śląc jasny komunikat do mózgu czy na tym dziś poprzestaniemy. Tak, nie przygotowałem się... do recenzji też ale coraz bardziej odpowiada mi taka forma. I zanim pociśniesz mi złap te trzy składowe odnoszące się do dzisiejszego albumu bo chcę to zrobić inaczej Bejbo! Nielegal ZETENWUPE ogarnąłem dość późno bo gdzieś na przełomie minionego roku. Może to i lepiej bo gdybym wtedy (2012) widział to co dzisiaj wiem symbolicznie wyjebałbym 1/3 nagrań za okno. Dlaczego? Poprzeczka wędruje w górę, nie mam już czasu na przeciętniaków. Siedzę w domu przesłuchałem wszystkie płyty. Wieczór, rzucam lewym okiem na stojak z lekko przykurzoną polską rap klasyką na kompaktach, ukształtowała mnie... przeczytaj raz jeszcze... zrozumiesz.




"Trrr... trrr... dzwoni dzwonek, ja pierdole
nie odbiorę dziś bo siedzę w oknie i palę liść
i tak samotnie mi dobrze żyć, 
tak samotnie mi jest dobrze"

Skoro zostaliśmy już sami to wyłącz szkiełko, skup się, odpal lont, posłuchaj, poczytaj. Będzie dobrze bo jeśli dzisiaj masz trzy dychy na karku i hurtem łykałeś polskie rap klasyki przełomu wieków to od follow up-ów i fleshback-ów zakręci Ci się w bańce. Natomiast jeśli jesteś młodym kocurem zajaranym rapgrą to Wyższa Szkoła ZNWP zaprasza na korapetycje. I chuja warta jest debata czy taka ilość 'odwołań' na trackach to słuszna droga. Ja raczej odbieram "Bejbo" jako rap na patencie w opcji 'made in Poland' jakkolwiek groteskowo to brzmi. Tracklista wjeżdża z buta.

01. Dobry wieczór (prod. Zioło)
02. Nie nienawidzę was gościnnie Monika Borzym (prod. Bez Struktury)
03. Bejbo (prod. Wrotas)
04. Patent gościnnie Dj Gugach (prod. Wrotas)
05. Pusty Kurs gościnnie Masia, Stasiak (prod. Leh)
06. Który raz gościnnie Głośny (prod. Funk Monster)
07. Wstyd gościnnie Ania Skowrońska (prod. MEJ strim)
08. Whiplash (prod. Wrotas)
09. Kawka (prod. Bez Struktury)
10. Jadę jadę gościnnie Dj Junskee (prod. Funk Monster)
11. Awantura gościnnie BRZ, Ten Typ Mes, Dj Lazy One (prod. Bonny Larmes)
12. Serwus Hello gościnnie Mondry i Gupi (prod. Rowfl The Dwag)
13. Vistulka gościnnie Kuba Knap (prod. Wrotas)
14. Nagi instynkt (prod. Karniej Produkcja)
15. David Lynch gościnnie Dj Barszczu (prod. R.A.U)
16. Nie miała (prod. R.A.U)
17. Prawy pas gościnnie Głośny (prod. Wrotas)
18. Ciach bajera gościnnie Dj Gugach (prod. Bonny Larmes)

Chybotliwie balansując na granicy bełkotu zmierzam powoli w kierunku meritum rozjebując po raz wtóry strukturę mojej recenzji. Dość, fakty. "Bejbo" to osiemnaście tracków, na bitach szeroki zastęp gości z przewagą reprezentantów Alkopoligamii rzecz jasna. Muzyka dzieje się (dosłownie) za sprawą dziesięciu różnych producentów wspomaganych przez nieco mniej liczną grupę miłośników wosków. Projekt promuje pięć klipów, a okładkę zaprojektował... nie no kurwa nie przesadzaj!

"Ja mówię swoje Ty myślisz swoje, 
ja mówię swoje Ty myślisz pojeb..." 

Jeśli przeciętny Janusz testuje tracki na tubie sortując je pod względem popularności wyświetleń to tutaj duetowi ze Stolicy wyjątkowo fejm się nie zgadza. WTF? Rzuć okiem. "Taksydermia" Sulina miała premierę ledwo miesiąc wcześniej, a klipy promujące ten album mają nawet do pięciu baniek wyświetleń. Tymczasem rzeczy od ZETENWUPE to w porywach stówa koła z hakiem. Nawet nie chodzi o to, żeby porównywać te LP - tutaj odbiorca ma władzę i najwyższe kompetencje. Idzie raczej o to, by choć przez moment być obiektywnym wobec samego siebie, stanąć w opozycji do reszty i znaleźć alternatywę (słowo klucz). To ma przede wszystkim fundamentalne znaczenie w ogólnym postrzeganiu rzeczywistości kreowanej przez system. Kurwa! Znowu odjechałem, na szczęście nie o cyferki się tu rozchodzi, bynajmniej dla mnie. Rap gra - polska wersja.

"Kiedy walnę se kolejną kawkę,
to wtedy mam wyjebane na Warszawkę
bo nie ma takiego miasta Warszawka, bejbo
nie ma takiego miasta Warszawka, mordo"

Nie chcę i nie będę streszczać tekstów z płyty ponieważ dzisiaj nie O.T.B. Chciałbym bardziej zwrócić uwagę, że w dobie kociokwiku skierowanego na njuskul skutecznie konsumujący własny ogon ZETENWUPE jest alternatywą nie do podjebania. A "Bejbo" to materiał oporowo niejednoznaczny, choć paradoksalnie spójny i utrzymany w stylistyce starej-nowej szkoły. Niejednoznaczny do tego stopnia, że gdybym nawinął o nim "kompletne gówno" to erudyta odczyta to jako atut, a przeciętny prymityw oderwany od szkiełka będzie bezskutecznie szukał analogii pomiędzy tą frazą, a oceną końcową. Nic to. Niejednoznaczny po pierwsze lirycznie, idąc od brudnej "Awantury", przez dojmująco refleksyjny "Serwus Hello" czy laidbackową "Wisełkę", po pragmatyczno-egzystencjalny "Pusty kurs" i całkowicie wyjebaną poza nawias "Kawkę". A całość w ryzach utrzymuje nie taka cienka nić porozumienia na linii Hade - M.A.D., więc szybko sprawdzaj "Historyjkę stulecia". Ponadto poziom szczerości i takiej ogólnej świadomości tego co chciało się zrobić i co w efekcie udało się uczynić (inaczej nie umiem tego opisać) po prostu mi imponuje. Może skoro Sokół potrafi 'prawdziwych' odróżniać po oczach, to może ja chociaż po wersach. Ten duet to autentyk akcentowany starowarszawskim sznytem.

"Widzę dobrze jak obiektyw,
że jesteś w tym na 100%
wytoczę miastu proces, za to
to mój własny protest"

Po wtóre katowaną tu niejednoznaczność, niesztampowość i chuj wie co jeszcze... potęgują przemocne bity. I nawet teraz kiedy patrzę na tracklistę, połowa ksywek beatmakerów odpowiedzialnych za te produkcję brzmi kompletnie obco. Wszakże nie wszamałem rapowego globusa na śniadanie ale najistotniejsze jest to, że jeśli dziś wspomniani Panowie robią takie rzeczy to jutro możemy być dobrymi "przyjaciółmi". Wiesz, cała zabawa polega na tym, żeby wyjebać ramy, kraty trzymające w ryzach muzykę wyjebać z dziesiątego piętra. Bang! I tak na brudnych bitach rodem z czasów świetności globalnej rapgry przemycane są patenty rocznik bieżący. W jednym szeregu obok zapętlonych sampli i olskulowych bębnów stoją syntetyki, cykacze, łamane tempa i auto-tune. Co prawda łatwo przy tego rodzaju mezaliansach o kakafonię, co Bogu dziękować nie ma tutaj miejsca. Nie potrafię wyróżnić konkretnego bitu, ten album to całość, którą musisz wciągnąć na raz.

"Styl, który polega na metodyce
skmiń, odpal, spisz, daj to do klubów i na ulice"

Kiedyś Ten Typ kilka lat temu nawinął, że "Dwie trzecie sukcesu to mieć na siebie pomysł" - pomyślałem, że trudno o większy banał. Dzisiaj coraz częściej próbując przekuwać teorię w praktykę wiem ile 'ważą' takie deklaracje i tym bardziej doceniam rap na patencie, przede wszystkim dlatego, że większości z nas po prostu się nie chce. Nic się kurwa nie chce. Szamać, kimać, tyrać i nie pytać po co. Pierdole to, wysiadam, znikam, nie ma mnie. Dlatego teraz siedzę w domu przesłuchałem wszystkie płyty. Wieczór, rzucam lewym okiem na stojak z lekko przykurzoną polską rap klasyką na kompaktach, ukształtowała mnie w kooperacji z moją drugą połową...





Daj to do klubów i na ulice.
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz