RECENZJA: Diox HiFi "7 minut po śmierci"

Dioxa dystans do sceny i gromady ujadających gimnazjalistów w komitywie z niesłabnącą zajawą do rapgry dał efekt w postaci trzeciego solo. Dość oryginalny tytuł bezwzględnie kojarzy mi się z produkcjami rodem z Hollywood. Z drugiej mani wspomniani znawcy internetów zarzucają reprezentantowi HiFi Bandy styl zbliżony do nagrań emitowanych na antenie PoloTV. Wiadomka, przeto każdy kij ma dwa końce, a w Polsce nawet trzy. Co gorsza hejting w sieci rozprzestrzenia się szybciej niż wyimaginowany wirus, na który co chwila próbują wcisnąć nam 'cudowną' szczepionkę. W żadnym wypadku nie walczę z wirtualną falą kału ale swoją drogą szczepionka byłaby pomocna... albo przynajmniej solidny kij. Stając ponad opiniami rzucanymi równie pochopnie jak kostka brukowa z estakady recenzuję ten materiał.







Czy wstęp pobrzmiewa jak laurka? Tylko pozornie. Wszakże nie jest tajemnicą, że Diox reprezentuje coraz liczniejszą grupę raperów tworzących sztukę dla sztuki, czy jak wolisz potocznie "rap o rapie'. Nie, nie szydzę ale zwróć uwagę, że polska rapgra to w dużej mierze chuja warte przechwałki i walka o wirtualną koronę Super MC. Jak by nie patrzeć każdy na tym traci, a sytuacja, w której wszyscy są najlepsi jest utopią #Pawbeats. Jak na tym tle wypadają Dioxa zwrotki o zwrotkach? Optymalnie bo sam raper ma do tego spory dystans i otwarcie przyznaje, że taka stylistyka jest mu bliska. Ode mnie plus za szczerość, ziom przynajmniej nie świruje filozofa na majku, a rozbijanie rapowego atomu na cząstki zostawia innym. Minusy? No może jeden. Niestety taka jazda nudzi mnie już po pierwszym odsłuchu bardziej niż przedwyborcze obietnice politykierów. Pomimo tego, że "7 minut..." to w dużej części zabawa słowem i bengiery o charakterze klubowo-osiedlowo-wakacyjnym to 'dorobek sceniczny' Patryka nie pozwala mi przejść obojętnie obok tego projektu. Tracklista. Pstryk. Play. Poszło.

01. W toku (prod. The Returners)
02. Polskie nagrania (prod. Sir Mich)
03. Żywioły feat. Mosad (prod. Młody G.R.O.)
04. Oni tego chcą (prod. Sir Mich)
05. Wiemy (prod. Ślimak)
06. Kto jak nie my (prod. IGM Beats)
07. VaBanque feat. Mosad (prod. Fabster)
08. Chcemy sięgać gwiazd feat. Pelson, Eldo (prod. Bonez)
09. Jestem wolny (prod. Sir Mich)
10. Kosmos feat. Frenchman (prod. Sir Mich)
11. Nocą błądzą feat. Parzel, Małach (prod. Szczur)
12. Polski (t)rap (prod. Sir Mich)
13. Nim odejdę stąd feat. Chada (prod. ZETENA)
14. Nie wiem co to feat. Mosad (prod. Poszwixxx)
15. Jesteś uśmiechnięta (prod. Sir Mich)
16. 4am Warsaw (prod. Cast Away)

Na początek goście. Gdyby Mosad wrzucił jeszcze ze trzy lub cztery zwrotki to jego ksywka miałaby szansę pojawić się na froncie okładki. Ponadto ten ziomek jest dowodem na to, że rodzima scena to wciąż nieodkryta księga, choć porównanie rapera do "czarnej perły z dna oceanu" wydaje się być mocno na wyrost. Ponadto Mosad w każdej z trzech zwrotek jedzie w nieco odmienny sposób. Od opcji hardkorowo-ulicznej ubranej w groźny wyraz twarzy w "Żywiołach" przez bardziej njuskulowe "Nie wiem co to", aż po "VaBanque" gdzie nieco przypomina oryginalną stylówę Oskara z PRO8L3MU. Reasumując to MC na tyle wyrazisty, że na moment odwrócił moją uwagę od Dioxa. Tylko na moment. Pozostałe featy są trochę jak ten fiński skoczek narciarski - Sami Niemi. Nie no coś nawijają ale oporowo wtórny efekt końcowy sprawił, że nie poświęcę im nazbyt dużo uwagi. Jedynie Pelson zaskoczył mnie pozytywnie ponieważ spodziewałem się zupełnie słabej zwrotki, a zwrotka na "Chcemy sięgać gwiazd" wyszła całkiem nieźle. Pomimo, że wersy chwilami przypominają złote myśli z kalendarza licealistki "głowa w chmurach, czyste serce, szczęśliwym można być w S klasie i w SKM-ce". Beztrosko. Co prawda towarzyszący mu Eldoka wrzucił szesnastkę w typowej dla siebie refleksyjno-filozoficznej konwencji, choć tym razem nieco nudnawo. Parzel, Małach, Chada i ciągnący się jak protest lekarzy refren Frenchmana, tylko i aż przeciętnie - krótko rzecz ujmując.

"homo sapiens winylowe 
biorę winy, ta twoja mnie love
oral, anal czy oryginal 
marihuana nie kodeina"

Pana Japy rap wiecznie żywy? Coś w ten deseń. Cytat pochodzi z numeru "Polski (t)trap" - prawdopodobnie najsłabszego na płycie więc ocena całego materiału na jego podstawie byłaby krzywdząca dla autora. Technicznie Diox jak najbardziej poprawnie, choć bez jakiegokolwiek progresu w odniesieniu do poprzednich projektów. Jedyne co zmienił to sumę anglojęzycznych zapożyczeń, których na "7 minutach..." jest w opór, wszelako "nigdy nie będziesz hustla jak jesteś marna bijacz". Zabawne, że kiedy się rozpędzi przypomina podkręconego Super Bohatera na prochach. Skacze z wieżowca w głąb oceanu, by po chwili wykręcić potrójnego back flipa na iglicy Pałacu Kultury, a całość zakończyć telemarkiem pod tęczą na Placu Zbawiciela. Symbolicznie, na zajawie jak w "Nie wiem co to". Bądź co bądź zdarzają się również bardzo celne punche, którymi Diox z precyzją doświadczonego pięściarza wysyła 'pozdrowienia' znawcom internetów. Najlepszym przykładem "Żywioły" - bodaj najmocniejszy numer na płycie, typowy bengier. Pomimo, że większość numerów to typowa jazda opisana przeze mnie w pierwszym akapicie to zdarzają się bardziej refleksyjne momenty jak "Nim odejdę stąd". To z jednej mani cieszy, że album nie został w całości przegadany 'o dupie Maryni', a z drugiej zupełnie naturalnie rodzi się pytanie - dlaczego tak mało? Całości dopełniają przeboje wakacyjno-klubowe jak "Jesteś uśmiechnięta" czy "Jestem wolny" nomen omen. To w sumie nic nowego w opcji 'gdzieś to już słyszałem'.

Po dwóch solówkach będących efektem współpracy rapera z duetem producenckim The Returners przyszedł czas na rozwód. Tym razem Diox korzysta z usług aż jedenastu beatmakerów. Natomiast fanom brzmień oferowanych przez Returnersów na osłodę pozostaję jeden numer - "W toku". Tymczasem aż sześć z szesnastu bitów jest autorstwa Sir Micha. To w dużej mierze typowy dla niego njuskul naszpikowany w opór syntetykami. Mimo, że to zupełnie nie jest moja stylistyka to w pełni doceniam fachową pracę Michała. Ponadto Młody G.R.O. przypomniał mi jak genialnym tworzywem ze względu na swoją prostotę jest bit. Plumkające pianinko, zapętlony gitarowy riff i mocne bębny to prosty przepis na 'rapowe pierdolnięcie' zatytułowane "Żywioły". Różnorodności dodają klasyczne truskolowe podkłady od Ślimaka i Bonez'a oraz dość egzotyczny jak na polskie realia - "Kto jak nie my" ubrane w cięcia i skrzecze Kebsa, Flipa i Grubaza. Symbolicznym oddechem jest zamykający album instrumental "4am Warsaw", który bezwzględnie daje odpocząć zwojom mózgowym. Reasumując stwierdzam, że pod kątem czysto muzycznym "7 minut po śmierci" to różnorodny i pełnowartościowy projekt w praktyce pozbawiony słabych punktów.

Wiesz, rap jako gatunek muzyczny od początku traktował o sprawach ważnych społecznie, czasem politycznie. Budził świadomość, motywował i podnosił na duchu obywateli wkręconych w złowieszcze imadło systemu. Górnolotnie rzecz ujmując - niósł przekaz (nie lubię tego określenia ze względu na jego nadużywanie w naszym środowisku). To bez wątpienia jego wartość dodana, odróżniająca go od szeroko rozumianej muzyki popularnej. Mam wrażenie, że Diox świadomie zrezygnował z tego rodzaju retoryki na rzecz tworzenia 'sztuki dla sztuki'. Przeto poprzednie LP, a szczególnie te spod szyldu HiFi Bandy dały jasny dowód, że Patryk wie O.C.B. w rapgrze. Z drugiej strony na scenie jest na tyle liczna grupa doradców, mędrców i znawców gatunku, że daleki jestem od wskazywania jedynej słusznej drogi czy stylistyki dla danego rapera. Toleruję wybór Dioxa ale ni chuja go nie rozumiem. Na koniec jedno ale... gdybyśmy mieli w kraju rapową rozgłośnie radiową z prawdziwego zdarzenia na wzór tych amerykańskich wówczas "7 minut..." pasowałoby tam jak w ryj. Pod każdym względem.




Otwieramy rozgłośnie?
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz