RECENZJA: THS Klika "Dla dzielnic muzyka"

Dzisiaj coraz rzadziej jeśli w ogóle z utęsknieniem wyrywam kartki z kalendarza dzielące mnie od premiery rapowych albumów. Powodów jest co najmniej kilka. Przede wszystkich coraz częściej towarzyszy mi skądinąd mylne przekonanie, że słyszałem już wszystko co dobre i zwyczajnie nic jest w stanie mnie zaskoczyć. Z drugiej strony kiedy w Empiku sięgam po nową, często nieznaną produkcję koniec końców okazuje się ona słabym gniotem i równie szybko wybywa z mojego zbioru co do niego trafiła. Po wtóre nieco świadomie zakładam sobie klapki na oczy otaczając się gronem dobrze znanych i szanowanych przeze mnie twórców. Przez co ograniczam prawdopodobieństwo trafienia na wspomnianego gniota, choć niestety i tutaj się zdarzają. Dziś na tapecie THS Kilka "Dla dzielnic muzyka" - wyjątek potwierdzający powyższą regułę. Album, po który do pobliskiego sklepu w dniu premiery zgłosiłem się jeszcze przed personelem sprzedającym licząc, że będziesz to sztos na miarę kultowej dziś "Liryki chodnika". Uwaga, będzie recenzja!



Nie ukrywam, że zawsze bliska była mi retoryka THS rodem z "Południowej Pragi" od zajawek sportowych po klimat osiedlowy. Ostatni LP "Dla dzielnic muzyka" to materiał, którym Suja z Romanem nie otwierają nowych muzyczno-lirycznych drzwi, a siedzą raczej w dobrze znanym zadymionym pokoju. Monotematyczność czy konsekwencja w tworzeniu? Myślę, że jedno i drugie. 

Aby odpowiednio zrecenzować powyższy album cofnę się do roku 2006, kiedy to premierę miał debiutancki krążek THS "Liryka chodnika" wydany jeszcze nakładem PROSTO. Dla mnie materiał pozbawiony słabych punktów, po brzegi wypełniony klasykami - rap majstersztyk. Podświadomie stałem się jego zakładnikiem licząc, że każdy kolejny LP spod znaku południowych Prażan będzie sztosem choć w połowie tak dobrym i kompletnym jak "Liryka chodnika" właśnie. Niestety oczekiwania, jak się później okazywało nazbyt wygórowane rzeczywistość weryfikowała już przy pierwszym odsłuchu. Tutaj, aby jak najlepiej oddać charakter towarzyszących mi refleksji dotyczących dyskografii THS posłużę się poniższym wykresem przygotowanym specjalnie na potrzeby tej recenzji. 


Jak już wspomniałem "Liryka chodnika" była szczytem formy Romana i Suji, wspomaganych wówczas na bitach stołeczną elitą. Włodi, Sokół, Pono, Ero, Hemp Gru, Waco czy Siwers mieli konkretny udział w tym projekcie, nie wspominając o cutach i skreczach od DJ Defa i Technika. Co było dalej? Równia pochyła ale po kolei. Wydaną dwa lata później solówkę Suji "Ulica nadaje" potraktowałem jak wypadek przy pracy. Zdarza się najlepszym! - pomyślałem czekając cierpliwie na nowe nagrywki. Niestety drugi album THS "Długopis karta" nawet nie zbliżył się poziomem do debiutu pomimo, że był to całkiem przyzwoity materiał. Ponadto coraz mocniej zarysowywała się przewaga Romka nad Sują w zakresie techniczno-liryczno-muzycznym. Późniejsze "Bloki klatki ławki" UPP (Projekt Suji i Orło ZWB) to synonim gwoździa do trumny i rapowa mieszanka, której odsłuch był mocno karkołomny. Przed oceną na poziomie zera powstrzymała mnie jedynie bardzo dobra zwrotka Romana na "Reprezentuję ulice" i sentyment do Towarzystwa Haszyszu i Skuna. Koniec końców pociąg relacji THS-THS przybił do stacji "Dla dzielnic muzyka" - skupmy się na tym materiale bo w znacznej mierze powyższa recenzja go dotyczy.

Zakładam, że jesteś bystrzak i z sam wykres pozwoli Ci rozkminić co myślę na temat tego albumu. Tak czy inaczej zapraszam do lektury. "Dla dzielnic muzyka" to materiał paradoksalnie nierówny i zarazem bardzo wyrównany. Bredzę? A skąd! Wyjaśniam. Z czego wynika paradoks?  Dwóch MC's (nie licząc gościnnych zwrotek) prezentuje na bitach skrajną sinusoidę umiejętności, od zwrotek rodem z po raz enty przywoływanego debiutu do jakichś grosza nie wartych wypocin znanych z UPP. Z drugiej strony za bity odpowiada aż dziewięciu producentów, a pomimo tego materiał jest muzycznie spójny i utrzymany na solidnym poziomie. Bity rangi mistrz podklepali m.in. Zbylu w "Na ławce siadam" czy też Raders w "Idę spacerem". Niestety podobnie jak na wcześniejszych produkcjach utrzymuje się dysonans skillsów pomiędzy Sują, a Romanem. Pierwszy eksperymentuje ze śpiewem często nieudanie, drugi ma niebywały feeling, kiedy "spaceruje" po bicie. Niech za dowód posłuży numer zatytułowany "Odkąd pamiętam" lub merytoryczno-techniczna masakra, które Suja dokonał w "Nocnych eskapadach". Chyba wiesz już O.C.B.? Warto również dodać, że projekt jako całość zyskuje na jakości dzięki dobrym featuringom. Mam na myśli przede wszystkich Pono, Jurasa i... Cebulsa HiFi, który zaskoczył mnie pierwszorzędnie na tracku "Wiara i pieniądze". Na plus zapiszą się również cięcia i skrecze spod ręki DJ Defa, który obecnie jest już integralną, wartościową częścią THS.

Reasumując, "Dla dzielnic muzyka" do kanonu polskich rap klasyków nie wejdzie prawdopodobnie nigdy. Projekt przeciętny pod względem lirycznym, dobry brzmieniowo i wtórny merytorycznie. Czego nie jestem w stanie odmówić THS-om to klimatu i smaku, który objawia się w detalach takich jak bass grający pięknie w  "Idę spacerem" czy nietuzinkowe wejścia na bit Romana, których zawsze będę miłośnikiem. Z drugiej mani od ekipy, która jest na scenie od ponad dekady wymagam dużo więcej, a niżeli to co pokazali Suja z Romkiem. Wtórność zabiła ten projekt. Pomimo wszystkich niedogonień i słabszych momentów konsekwentnie pozostaję fanem Towarzystwa Haszyszu i Skuna, a po kolejny album uderzam do Empiku w ciemno. Taka karma.




Zdrówka!
Tazz RBB | tazz@rapbiznes.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz