RECENZJA: Alergeek "Magia"

Rozhermetyzowanie środowiska i sceny rapowej, które kilka lat temu stało się faktem było z jednej strony naturalnym następstwem rozwoju nowo powstałej kultury, z drugiej zaś bezpowrotnie przetrąciło jej kręgosłup i zburzyło dość stabilny system wartości, który towarzyszył jej przez lata. Ci bardziej postępowi twórcy odbierali to pozytywnie i na fali wznoszącej koniunktury zaczęli kosić hajs o jakim jeszcze półtorej dekady temu nikomu się nie śniło. I nawet nie samo zarabianie jest złe, wszelako cytujące TDF-a "nikt tu nie chce być biedak". To zrozumiałe szczególnie jeżeli robisz to na wysokim poziomie. Niestety sama możliwość szybkiego dorobienia się na rapie poskutkowała bardzo licznym zastępem niedojebanych przebierańców, którzy trawią tą kulturę od wewnątrz. I nawet jeżeli moje stanowisko nie jest dziś najpopularniejsze wśród raperów i dziennikarzy to spróbuj odpowiedzieć sobie na pytanie ilu z Twoich idoli robiłoby to dalej gdyby przestało się opłacać.

RECENZJA: Małe Miasta "Plecy pomników"

Przasnysz, Wołomin, Kościan i Wysokie Mazowieckie to małe miasta, a Brat Jordah oraz Mateusz Holak to Małe Miasta. Pierwsze stanowiły moją lokalizację przez jakieś osiemnaście lat młodego życia, a drugie skutecznie przypomniały, że twardą głowę warto mieć przy upadku na bruk bo muzycznie to rzadko kiedy się opłaca. Jakiś wspólny mianownik wyżej wymienionych? Mhm, przed lekturą "Pleców pomników" powiedziałbym, że jedne i drugie dobre są tylko na moment, na weekend ale ostateczna weryfikacja nagrań zapewniła duetowi spod znaku MM trwałą obecność na mojej playliście. Fakt, faktem alkopoligamiczne premiery ostatnich tygodni pokazują, że warto zdjąć klapki, kask, hełm czy co tam Cię na co dzień ogranicza i zrobić skok w przód dobrą stronę. Ja zrobiłem, dawaj razem ze mną.


RECENZJA: Pajczi "Widziałem tam siebie"

5! Od pewnego czasu raperów z naszego podwórka zacząłem wkładać do dwóch różnych szuflad paradoksalnie nadając im ten sam tytuł - oczekiwanie. W pierwszej przegródce ledwie kilka ksywek, niemal pustostan. Druga? Druga wypchana jest po brzegi i powoli przestaje się domykać. O co cho? Na jednych projekty nie mogę się doczekać, a w kontekście tych drugich czekam aż dadzą sobie spokój i schowają mikrofon w futerał. Tak uczciwie postawiona sprawa pozwala z jednej strony wyostrzyć optykę i w natłoku premier łowić rzeczy wartościowe. A z drugiej zaoszczędzić ewentualne nerwy oraz ukrócić negatywne emocje powstałe przy okazji sprawdzania singla  jednego z "odrzuconych" wykonawców. Aha, Pajac należy do tej mniej licznej grupy, zdecydowanie. Dlatego też cieszę się, że wraca z nowym materiałem. 




RECENZJA: Rosalie. "Flashback"

Ostatnimi czasy coraz liczniejsza grupa rodzimych raperów postanawia dać odpór zimowej aurze i za sprawą dissów podgrzać nieco atmosferę na scenie, przy okazji dość skutecznie nakręcając wzajemną koniunkturę. I choć były momenty to dzisiaj trudno już jednoznacznie odczytać kto z kim tu ciśnie i przede wszystkim po co? Konflikty interesów w znaczeniu dosłownym, uzbrojone po zęby agresywne oddziały internetowych szczekaczy oraz kolejne utwory wpisujące się w bitewną konwencję sprawiają, że dyskretnie zacząłem szukać wyjścia pożarowego i jak najszybszej drogi ewakuacji z tej piaskownicy, przynajmniej na moment. I jeżeli zachodzisz w głowę jaki u licha ma to związek z nową płytą Rosalie, to wiesz, że wyjście ewakuacyjne już znalazłem, a z piaskownicy na chwilę przeniosłem się na głębszą wodę. Rozumisz!?


RECENZJA: Młody Goh "Boom Bap Mind Ya!"

Szukając nowych rzeczy do recenzji i na odsłuch trafiłem na Goha, Młodego Goha. Waćpan ortodoks zetdejot oldskulowiec z serca Małopolski, a metodologia doboru materiału tym razem była bardzo prosta. Tytuł albumu mnie zachęcił bo jeśli w 2018 roku ktoś w tym kraju robi boom bap to ja muszę to sprawdzić. Młodego Goha gdzieś już słyszałem, Stygmat kojarzę, a rapu w opcji oldskulowej chetnię posłucham i tak recenzję teraz czytasz tutaj ty. I wiedz, że surowa ręka grafika odpowiedzialnego za okładkę "Boom Bap Mind Ya!" jest symboliczną zapowiedzią treści jakie znajdziesz na tym LP. Premiera miała miejsce 20 stycznia bieżącego roku, także świeżynka. Zapraszam serdecznie. Boom! Bap! Boom! Boom! Bap!




RECENZJA: Michał Kisiel "Nowy rok"

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat byłem na bardzo wielu koncertach rapowych ale jeden szczególnie utkwił w mojej pamięci. Rok jakoś 2006, Sokół i Jędkęr zagrali wówczas w białostockim Gwincie pod szydłem WWO rzecz jasna. Była to trasa grana po wydaniu dwupłytowego albumu "Witam was w rzeczywistości" plus "Życie na kredycie". Klub pękał w szwach, a sam koncert był wyśmienity, z resztą ten skład w tam tamtym czasie prezentował się zdecydowanie najlepiej na żywca. Co więcej, dopełnieniem ówczesnych wydarzeń była flaszka zrobiona z Wojtkiem Sokołem, którego jak wiecie ceniłem i cenię bardzo wysoko. Skąd ta retrospekcja? - zapytasz. Michał Kisiel grał wtedy support, bardzo dobry support. Tamtej nocy usłyszałem go po raz pierwszy...

RECENZJA: Siwers "Huśtawki"

Po dziś dzień doskonale pamiętam pokaźną skalę wkurwu powodowaną faktem nieopublikowania recenzji poprzedniej solówki Siwersa na RBB. Na domiar złego premiera "Bez ceregieli" miała miejsce w podobnym terminie co "Getto Deluks" Keara i "Feniks z popiołów" PSF-a. Każdy z wymienionych tytułów okazał się naprawdę mocny, a na blogu nie było ani słowa na ich temat poza jakąś zdawkową wzmianką, którą dzisiaj uznaje za kulawe alibi. Dlatego też się wkurwiłem. Wiesz, czasami na głowie można stawać, a pewnych rzeczy i tak się nie przeskoczy. Najtrudniej tylko pozbyć się tego wrażenia, że Ktoś tam na górze skutecznie ciągnie za te sznurki. Nie mniej jednak kończąc smuty i jakieś pieprzone grzebanie w przeszłości za pokutę przyjąłem sobie napisanie przekozackiej recenzji "Huśtawek". Fakt faktem, wielce trudne to nie było bo to materiał dysponujący pierdolnięciem jak ten "Achtung" odpadalny w Sylwestra. Psssssssss.... Jeb! I nie ma co zbierać.


RECENZJA: V/A "Projekt Poezja Kulturystyczna"

Cześć! Nie składałem Wam życzeń na Nowy Rok bo przypuszczam, że tych mieliście przesyt, natomiast tych szczerych deficyt. Tak to już wygląda, schemat wtórny w opcji "zdrowia, szczęścia, pomyślności, tylko nie dzwoń do mnie jak będziesz hajsu potrzebował". Dlatego wolę wrzucić nowy tekst na RBB, aniżeli dołączać do szumnego świąteczno-noworocznego koncertu fałszywych życzeń. O czym dzisiaj? Muzyka alternatywna, poezja kulturystyczna, Nasiono Records. Już dłuższy czas znacznie bardziej cenie nagrania wywodzące się z tych mniejszych, niezależnych wytwórni, aniżeli placki serwowane taśmowo z mainstreamowych piekarni. Pierwsze bardzo często mają zindywidualizowany charakter i ciekawy pomysł na siebie, drugie chuchają na koniunkturę podażą odpowiadając na popyt. Kto jest kto, rozwiązanie zagadki, posłuchaj syny sy sy synu!


RANKING: 8 piosenek zniszczonych przez stacje radiowe

W zasadzie odkąd pamiętam nie toleruję i w konsekwencji nie słucham komercyjnych stacji radiowych. Są dla mnie symbolicznym odpowiednikiem jakiegoś maksymalnie wkurwiającego insekta, który przez cały dzień burczy nad uchem serwując średnio przyjemne dźwięki, tylko po to, żeby co chwilę raczyć słuchacza agresywnym blokiem reklamowych, mniej więcej co półgodziny przerywanym najświeższą dawką fakenews'ów z kraju i ze świata. Najkrócej rzecz ujmując to kakofonia odziana w bełkot, na którą od lat nie mam najmniejszej ochoty. I wiesz co jest najgorsze? Nawet jeśli w zalewie tego komercyjnego łajna znajdzie się jeden, dwa, niekiedy trzy dobre utwory, to "radiowcy-bananowcy" wrzucą je na tak gęstą rotacje, że po kilku tygodniach, ewentualnie miesiącach będziesz miał naturalny odruch wymiotny, kiedy usłyszysz ich kilka pierwszych taktów. O tym jest ten tekst, czaisz?


WYWIAD: Pękacz "Żyjemy w dziwnych czasach"

Rap Biznes Blog? Dzisiaj wiem, że to dość niefortunna nazwa bo o ile rap i blog w kontekście mojej autorskiej działalności stanowią wątki nadal aktualne to z biznesem ta sześcioletnia inicjatywa ma niewiele wspólnego. Już nawet nie chodzi o to, że RBB to historia czysto zajawkowa, bez kalkulacji kosztów, strat i potencjalnych zysków, bo tych nigdy nie było. Nie musiało być, nie po to to robię. Z drugiej strony relacje biznesowe, kontakty i kontrakty obecne na naszej scenie też nieszczególnie mnie interesowały. Jarałem się muzyką i tym jak zmieniała moje horyzonty, otwierała oczy i  całkiem rozsądnie ustawiała życiowe priorytety. Zysk, hajs, profit? To zawsze było gdzieś z boku. Jednym z wniosków płynących z dzisiejszego wywiadu jest fakt, że jakim jesteś człowiekiem i jakie masz życie takiego rapu słuchasz. To by się zgadzało. Kulturalna rozmowa dwóch dżentelmenów po trzydziestce to lektura w sam raz na deszczowe niedzielne popołudnie. Zapraszam serdecznie.

RECENZJA: Wini "Fałszywy rap, prawdziwy hajs"

Taka sytuacja, melanż sobotni, zielona herbata, biała kawa i gadka o rapgrze. Ziomal pyta mnie czy słyszałem już nowy album Winiego? Shit! Ja skonsternowany jak trener Niemców po przegranym meczu z Polakami coś szepczę pod nosem próbując znaleźć wiarygodną wymówkę, jednocześnie na prędkości kminiąc skąd szybko skołować to LP. Wszelako Winicjusz to niekwestionowany arcymistrz rodzimego rapu więc nie znając jego najświeższych nagrań jednogłośnie skazywany jesteś na ostracyzm i nie masz prawa nawet beknąć i pierdnąć, a co dopiero się odezwać. Melo w toku, a ja zostaje oddelegowany na karnego jeżyka celem przemyślenia swojej niefrasobliwości. Bogu dziękować szybko zasysam "Fałszywy rap, prawdziwy hajs" ze Spotify na mojego smartfona i kilka herbat później wracam do świata żywych-nieżywych, a ta recenzja piszę się sama. Bang!